Ciekawe jaka jest Twoja reakcja na tytuł tego tekstu. Być może pomyślisz, że chodzi o problem z samym sobą, o własną tożsamość albo jakieś sprawy duchowe, jak sens życia. Otóż rozczaruję Cię.

Pieniądze też nie są największym problemem. Ani zdrowie.

Największy, najbardziej rujnujący nas problem, jeżeli nie wiemy, jak się za niego zabrać, to ZWIĄZEK.

Dodam, że związek staje się problemem tylko wtedy, kiedy stajemy się do niego zdolni. Są ludzie, którzy traktują seks jak sport a zmianę partnera jak przełączanie kanałów telewizyjnych.

Nawyki i odejście od tego, kim są naprawdę, skrajna nieczułość na potrzebę własnej jaźni, którą jest PARTNER, czynią ich niewrażliwymi na to, z czym, jednak, zmaga się duża ilość osób.

Im bardziej płytcy jesteśmy jako ludzie, czyli im mniej mamy samoświadomości, kultury osobistej, wewnętrznej orientacji, indywidualizacji, miłości i mocy, tym związek jest dla nas bardziej płytkim tematem. Co to za problem stworzyć związek? Wystarczy otworzyć internet. Tego kwiatu to pół światu.

Tak właśnie uczy się nas traktować tę szlachetną, najszlachetniejszą i najistotniejszą relację: związek kobiety i mężczyzny - jako coś przygodnego, powtarzalnego, zdeterminowanego ilościowo lecz nie jakościowo.

Jest takie powiedzenie: świni nie nauczysz śpiewu. Ludzi o płytkiej duchowości nigdy nie uświadomisz co do istoty związku. Oni nigdy nie pojmą natury tej komunii, chyba że staną się dostatecznie głębocy.

Jednakże porady specjalistów, periodyki naukowe i publikacje, filmy, audycje, przemysł rozrywkowy nieustannie, jak jeden mąż spłycają ideę związku, banalizują ją. Robią to, ponoć, w imię zdrowego rozsądku, zdrowia psychicznego, dobra klientów.

Bzdura, jako że w środku każdego z nas żyje wizja partnera, żyje typ-ideał, i żyje pragnienie, zazwyczaj zduszane u samych podstaw - pragnienie spełnienia tego ideału, wizji, typu.

Ceną za brak tego spełnienia jest, po prostu, życie u boku kogoś niedopasowanego, albo samotność.

Wizję tę może zrealizować tylko jedna jedyna osoba we wszechświecie. Wiem, że zabrzmi to jak bajka. Ale powiedz mi, czy to, że Ty jesteś kimś tak wyjątkowym, jakim jesteś, jest mniej dziwne, niż istnienie jeszcze jednej wyjątkowej osoby, która jest dla Ciebie kimś najbardziej szczególnym? Czy to, jak głęboko pociąg seksualny, sama seksualność także z aspektami psychicznymi sięga do naszej istoty, jak nas determinuje, jak skłania niektórych do samobójstw lub zabójstw, nie zastanowiło Cię ani razu, czy nie kryje się za nią coś absolutnie istotnego i ważnego? Coś, na temat czego brak wiedzy jest równoznaczny z autodestrukcją?

Nie chcę głosić żadnych idei predestynacji, duchowego partnerstwa itd. Po prostu napominam nas wszystkich: dziedzina związku wymaga POZNANIA. Tylko poznanie (ike) daje możliwość kontrolowania tej dziedziny i jej urzeczywistnienia. Wszelka wiara w "drugie połowy", czy sprowadzanie związku do czysto pospolitych kategorii niczego nie załatwia - właśnie takie zachowanie tworzy największe trudności.

Mężczyzna bez kobiety i kobieta bez mężczyzny nie są kompletni ani fizycznie, ani energetycznie, ani emocjonalnie, ani mentalnie. To, czy nie są kompletni duchowo, pozostawiam Twojej własnej refleksji.

Dla różnych ludzi "duch" oznacza różne rzeczy. Dla mnie jest to synonim "jaźni", a jaźń to Ty w samym Twoim sednie.

Gnothi seauton - poznaj siebie, głosił napis na Wyroczni Delfickiej. Tylko tak poznasz własny typ-ideał i zyskasz kompas, który zaprowadzi Cię do partnera marzeń.

Dodać należy, że droga do niego polega na 100%-owej rezygnacji z nadarzających się okazji. Bo tylko o Chucku Norrisie można powiedzieć, że potrafi gonić jednocześnie dwóch bandytów, z których jeden ucieka w lewo, a drugi w prawo.

Wyszukiwarka